lily15 blog

Twój nowy blog

Lista rzeczy, które chciałabym zrealizować w życiu. Już czas by mieć je sprecyzowane. Kolejność przypadkowa.

1. Wyjechać w podróż życia do Ameryki Południowej
2. Pojechać do Torunia
3. Zwiedzić Grecję, Blugarię, Chorwację, Hiszpanię, Włochy, Węgry
4. Zapisać się na aerobik
5. Przeczytać wiekszość ksiązek hiszpańskojezycznych pisarzy
6. Bardziej przylożyć się do nauki hiszpańskiego i angielskiego
7. Pójść do Ogrodu Botanicznego
8. Pójść do ZOO
9. Poznać większość zakamarków Wrocława
10. Pojechać na wypad wędkarski
11. Zorganizować spływ kajakiem
12. Pojechac na Mazury
13. Raz w miesiącu organizować wypady w góry
14. Czytać książki na wałach
15. dopiszę jak natchnie mnie wena :)

Lista rzeczy, które chciałabym zrealizować w życiu. Już czas by mieć je sprecyzowane. Kolejność przypadkowa.

1. Wyjechać w podróż życia do Ameryki Południowej
2. Pojechać do Torunia
3. Zwiedzić Grecję, Blugarię, Chorwację, Hiszpanię, Włochy, Węgry
4. Zapisać się na aerobik
5. Przeczytać wiekszość ksiązek hiszpańskojezycznych pisarzy
6. Bardziej przylożyć się do nauki hiszpańskiego i angielskiego
7. Pójść do Ogrodu Botanicznego
8. Pójść do ZOO
9. Poznać większość zakamarków Wrocława
10. Pojechać na wypad wędkarski
11. Zorganizować spływ kajakiem
12. Pojechac na Mazury
13. Raz w miesiącu organizować wypady w góry
14. Czytać książki na wałach
15. dopiszę jak natchnie mnie wena :)

Tesknie za swoim życiem, które miałam we Wrocławiu. Tesknie za tym miastem, za ludźmi, którzy byli ze mną przez ostatni czas. Minął już tydzien od kiedy wyprowadziałam się z akademika i wrociłam do domu.Nie potrafie sie tu odnaleźć. Czuje jakby nic nie było tu moje ani do mnie nie należało. Nie potrafie sobie znaleźć miejsca bo mój rodzinny dom przestał być moim jedynym domem. Od zeszłego roku mam drugi, z którym jak sie teraz okazuje jestem bardzo mocno związana. I chociaż codziennie jestem we Wrocławiu dojeżdzając do pracy to zawsze kiedy mijam te wszystkie ulice w tramwaju zdaje sobie sprawe z tego, że to miasto nie jest tymczasowo moim domem i czuje wtedy gdzieś w moim sercu ukłócie. Teraz już po prostu wiem- moje miejsce jest w mieście, które kocham i za którym teraz tak bardzo tesknie. To tu chce mieszkać na stałe bo tu znalazłam moje miejsce na ziemi. Już od dawna nie chciałam, żeby moje wakacje się skończyły zanim na dobre się zaczęły.Z niecierpliwością oczekuję końca września i momentu, w którym bede mogła znowu wrócić do domu.

Agonia, koniec, pustka, ból, żal, smutek, łzy. To słowa które opisują mój stan i mój związek. Powolne konanie, tylko nikt nie ma odwagi zrobić ten ostateczny krok i dogasić to co już właściwie nawet się nie tli. Głupio się łudziłam, że może da się to wszystko jeszcze uratować, ale dziś już wiem, że przeciąganie tego co nieuniknione jest gorsze niż cokolwiek innego. Nie mam siły na nic, nie chce mi sie zyć. Mam ochote powoli umierać bo teraz w moim życiu nie zostało już nic. Nie mam powodu żeby wstać z łozka i zacząć nowy dzien. Zaczynając ten związek wiedziałam, że kiedys nadejdzie ten dzień, ale chciałam poczuć się chociaż raz, ten jeden jedyny szczesliwa, chciałam poznać smak odwzajemnionego uczucia. Cena jaką teraz za to płace jest tak strasznie wysoka, że nie wiem czy bede w stanie to znieść.

Agonia, koniec, pustka, ból, żal, smutek, łzy. To słowa które opisują mój stan i mój związek. Powolne konanie, tylko nikt nie ma odwagi zrobić ten ostateczny krok i dogasić to co już właściwie nawet się nie tli. Głupio się łudziłam, że może da się to wszystko jeszcze uratować, ale dziś już wiem, że przeciąganie tego co nieuniknione jest gorsze niż cokolwiek innego. Nie mam siły na nic, nie chce mi sie zyć. Mam ochote powoli umierać bo teraz w moim życiu nie zostało już nic. Nie mam powodu żeby wstać z łozka i zacząć nowy dzien. Zaczynając ten związek wiedziałam, że kiedys nadejdzie ten dzień, ale chciałam poczuć się chociaż raz, ten jeden jedyny szczesliwa, chciałam poznać smak odwzajemnionego uczucia. Cena jaką teraz za to płace jest tak strasznie wysoka, że nie wiem czy bede w stanie to znieść.

On, powiedział mi, ze mnie kocha. Ja odpowiedziałam tak samo. Zależy mi na nim, na tym zwiazku i nie mogłam mu odpowiedzieć, że jedyne co do niego czuje to jest”coś bliżej nieokreślonego”. Nigdy nikogo nie kochałam i ten stan teraz również nie uległ zmianie. Tak, skłamałam i nadal kłamię mu każdego dnia prosto w twarz. Kłamstwo jest teraz motywem przewodnim w moim życiu. Zawsze marzyłam o innym rodzaju miłości, zawsze chciałam być kochaną według moich przekonań. Wierzyłam w miłość wyrażaną przez szacunek, wierzyłam, ze prawdziwa miłość poczeka. Dziś nie wierzę w nic co kiedys mnie okreslało i co sprawiało, że byłam szcześliwa. Moja dusza umarła a wszystkie wyższe uczucia razem z nią. Został tylko bezwartościowy piasek w oceanie pustyni. Dwa miesiące temu wybrałam: albo Bóg albo On. Każdego dnia swojego życia żałuje dokonanego wyboru.To nie jest miłość, kiedy ktoś wymaga od ciebie rezygnacji z większej miłości. Jak mam kochać kogos takiego, skoro On zamiast mnie rozwijać duchowo zabił wszystko to w co wierzyłam i kochałam?

Tak, jest mi źle i beznadziejnie. Nie mam  komu się wyzalić a robienie tego w internecie jest żałosne. Zdaję sobie z tego sprawę. Nie wiem dlaczego tak trudno jest mi się otworzyć i powiedzieć prawdę. Może dlatego, że wiem jak prawda potrafi ranić a ja każdemu chcę tego oszczędzić. I co mam niby powiedziec swojemu chłopakowi? To, że tempo tego związku mnie przersta? Robie rzeczy których sama nie chcę, takie które mnie nie uszcześliwiają ale uszczęśliwiają Jego? Jak długo mozna sie spalać dla drugiego człowieka? Teraz wiem, że bardzo krótko. Moja możliwości są właśnie na granicy. Zmieniając swoje życie o 360 stopni porzuciłam to co było dla mnie najcenniejsze. Swój system wartosci i podstawy całego mojego poukładanego świata. Teraz czuje, że tesknie za tym wszystkim tak mocno, że ciągle chce mi sie płakać. Czuje jak moja dusza dotyka takego miejsca w którym jeszcze nigdy nie była. Dno jest głebsze niż myslałam. Umieram. Powoli i stopniowo. Wewnętrznie. Im dalej sie posuwam w swoim nowym życiu tym bardziej i mocniej czuje jak jestem totalnie nic nie warta. Jestem szmatą. Bycie w związku ma swoją ogromną cenę. Nie wiem czy kiedykolwiek bede w stanie to zaakceptowac u siebie. Jak wiele jeszcze bede musiała wycierpieć? To cierpienie wyrywa mi serce z piersi. W imię czego? Ja go przeciez nawet nie kocham. I nie wiem czy kiedykolwiek bede w stanie pokochać. Jeśli nie czuje teraz tego to szczerze watpie żebym kiedykolwiek poczuła. NIE KOCHAM GO!!! Nie mam już siły…. Wewnetrznie jest mi tak źle ze zabijam sie wszystkim co popadnie. Pale pije i chce jak najszybciej zniknąć z tego świata. Zapomnieć i nie czuć. Przestać istnieć i ucieknąc od problemów. Za wszelką cene. Bo nie mam już siły. Daje za wygraną bo nie mam siły już walczyć.

On nie dał mi spokoju, nie pozwolił się spławić, nie dał za wygraną. W czwartek minie tydzień od kiedy jestesmy razem. Czy żałuje? Nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, co robie kiedy decydowałam sie na ten związek. Nie wiedziałam tylu rzeczy o Nim. Cała jego przeszłość gdzieś we mnie siedzi, sprawia, że sie boje z kazdym dniem coraz bardziej o to co z nami będzie. Nie do końca potrafie to wszystko zaakceptować i zrozumieć. Wiem, że nie ma ludzi idealnych ale to wszystko razem sprawia, że zamiast szczęścia czuje strach i niepewność. Mamy układ na który sie zgodziłam. Czy mozna być szczęśliwą wiedząc, ze kiedyś przyjdzie taki dzień, w którym jego oczekiwania nie pokryja się z moimi poglądami i po prostu to wszystko się skończy? Perspektywa tego, że pewnego dnia moje serce zostanie złamane na tysiące kawałków nie jest optymistyczna ale do tego czasu chciałabym poczuć się tak bardzo szczęśliwą jak tylko można. Zanim przyjdzie ten dzień bedę żyła szczęściem, które On daje mi każdego dnia. Nie spodziewałam się, że mogłabym być taka szczęśliwa, może nawet zakochana. Nie spodziewałam sie też tego, że tak szybko złamią się niektóre moje zasady. On jest w stanie przekonać mnie do właściwie wszystkiego ale mam nadzieje, ze jeszcze nie zdaje sobie  z tego sprawy. Czuje, ze mogłabym dać mu wszystko czego będzie chciał. Jest tylko jeden problem- ceną za to „wszystko” jest moja dusza i fundamenty mojego życia, którymi są moje poglądy.Nie wiem czy potrafiłabym się z tego podnieść i dalej normalnie żyć, patrzec na siebie w lustrze i mieć do siebie jakikolwiek szacunek. On chyba nie zrozumie, że wymagając ode mnie tego wszystkiego niszczy moją niewinność, godność, duszę. Nie zrozumie tego nigdy i dlatego pewnego dnia cała ta bańka mydlana po prostu pryśnie…

Ten dzień to taki czas w którym po prostu trzeba wszystko podsumować. Kolejną cyferkę na dacie, kolejne mijające 365 dni w roku.
Ten 2009 był dla mnie naprawde całkiem dobry. Przebrnęłam przez 2 rok studiów, jakimś cudem jestem teraz na 3. Wciąż uczę się kompletnie bez rewelacji ale wystarczająco by nie mieć zaległości. Znalazłam nową pracę, która daje mi satyswakcję i podnosi poczucie własnej wartosci kiedy słyszę słowa uznania z ust szefowej. Przeniosłam swoje życie do Wrocławia. Moje ukochane miasto stało sie drugim domem. I znalazłam kogoś z kim zaczełam umawiać sie na randki. On miał być kimś więcej a  zostanie po prostu przyjacielem. Nie wyszło i myśle, że bedzie wychodzić coraz gorzej wiec trzeba  przejść o stopień niżej we wzajemnych relacjach. Czas pokaże co będzie dalej ale już dziś wiem, że takie rozwiązanie będzie chyba najlepszym dla mnie i dla niego. Nie chciałabym stracić takiej znajomości, bo to naprawde fajny facet tylko chemia nie ta. Dzis nie zastanawiam się co będzie za miesiąc czy za dwa. Nigdy tego nie robiłam. Patrzenie w tak daleką przyszłośc nie ma dla mnie większego sensu.Przeczytałam jednak swój horoskop na przyszły rok. Nie mogłam powstrzymac tej ciekawości chociaż zupełnie i kompletnie w takie rzeczy nie wierze. Według wróżb nie powinno być źle i to by była całkiem dobra wiadomośc gdyby nie świadomośc tego, że takie przepowiednie są pisane na zamówienie bądź zlecenie dużego portalu dla kobiety z magiczną aurą, która wymyślając te bzdury musi często utrzymać swój dom i płacić co miesiac rachunki. życie to proza, nie bajka. Wierze w to, że będę bogatsza o nowe doświadczenia, mądrzejsza i bardziej rozważna w podejmowaniu decyzji. Jednym słowem- starsza o kolejny rok.

Od ostatniej notki na tym blogu zmieniło sie w moim życiu dosłownie wszystko. Zrobiłam ten pierwszy poważny krok w moim zyciu. Wyprowadziłam się z domu. Znalazłam też nową pracę i nową osobę z którą będę teraz dzielic mój czas. Pustka i samotność po wyprowadzce przerosła moje wyobrazenia o samotności. Jeśli kiedyś myślałam, że wiem czym jest samotnośc to teraz to słowo nabrało większego i głębszego znaczenia w moim życiu. To uczucie było przerażające ponieważ nagle zdałam sobie sprawę z tego, że jestem zupełnie sama w obcym miejscu, w obcym mieście i  z obcymi sobie problemami. Nie radziłam sobie z tym za dobrze. Teraz też nie jest jeszcze idealnie, ale na pewno lepiej. Bo jest On. Ktoś kto wszedł w moje życie zupełnie z przypadku a cały czas był gdzies  obok. Nigdy nie przestane sobie zadawać pytanie dlaczego dwoje luzi potrafi mijać się praktycznie codziennie nie zdając sobie sprawy z tego jak razem mogliby się fajnie dogadywać i spędzać ze sobą czas. On zaczyna dawać mi namiastkę czegoś co jest mi kompletnie obce. Bycie obok męzczyzny jest dla mnie zupełnie obcą sprawą. Nigdy tego nie doswiadczyłam a przy nim to wszystko staje się takie naturalne i oczywiste. Znika cały strach i mury budowane tak mozolnie przez te wszystkie lata. I oprócz tego to jednak jestem przerażona tym, ze te zmiany we mnie zachodzą tak szybko. Modle sie o cierpliwość dla nego i wytrwałość dla mnie. Tak bardzo chce zeby ktoś mnie pokochał i pokazał jak to jest być zakochanym. Chociaż na chwile, na któtki czas chcę to poczuć. Już najwyższa chwila, żeby te wszystkie chwile samotności mineły w moim zyciu. I po cichu w to wierzę bo tego chyba własnie chciałam od mojego nowego zycia.


  • RSS